Kontakt
Strona główna
Zakład Poprawczy
im. Józefa Wieczorkowskiego w Studzieńcu.

Historia naszego zakładu | tutaj

Hodowla koni

Hodowla koni pozostała w naszej placówce z czasów, kiedy jeszcze gospodarstwo rolne tętniło pełnią życia. W gospodarstwie rolnym hodowano wówczas: trzodę chlewną, krowy oraz konie. Konie głównie pomagały w pracach polowych, a więc nie były to początkowo konie pod siodło. Jednakże z biegiem czasu zaprzestano hodowli krów i trzody, a pozostawiona została hodowla koni.
Głównym celem hodowli była i jest rekreacja i nauka jazdy konnej dla wychowanków naszej placówki i personelu. W późniejszym czasie zdecydowaliśmy się na świadczenie usług w zakresie nauki jazdy konnej wraz z instruktorem.

 

 

18 maja 2004 roku odwiedził naszą placówkę najsłynniejszy na świecie amerykański "zaklinacz koni" Monty Roberts. Czemu właśnie nas odwiedził? Otóż nasza placówka jako jedyna tego typu w kraju hoduje konie i jest najstarszą w Polsce. Miała wówczas 127 lat. Jego wizyta w Studzieńcu była jedyną wizytą w tego typu placówce w Polsce.

Monty Roberts zasłynął jako trener koni wykorzystujący niekonwencjonalne metody tresury. Do najważniejszych zasad należy przede wszystkim "połączenie", które polega na ujeżdżeniu konia w sposób bezkonfliktowy, oparty na zaufaniu między człowiekiem i zwierzęciem i całkowicie pozbawiony przemocy. Monty Roberts, aby osiągnąć swój cel używa specjalnego języka, tego samego, którego używają konie. 

 

 
Monty już jako kilkuletni chłopiec brał udział w zawodach jeździeckich. Z czasem zaczął też przy okazji swojej pracy obserwować zachowanie stad koni, dzięki czemu posiadł umiejętność rozumienia języka koni. Swoje obserwacje wykorzystywał przy układaniu koni przeprowadzanym potajemnie przed ojcem, który, tak jak jego znajomi, nie uznawał metody chłopaka. Z powodu braku zaufania i uznania ojca Monty postanowił, że zacznie nowe życie, całkowicie odmienne od życia ojca. Z początku okazało się to bardzo trudne, gdyż Monty, mało znany trener wykorzystujący całkowicie nowa metodę, nie otrzymywał wystarczająco dużo zleceń, by zarobić na życie. Z czasem jednak powierzano mu coraz więcej koni. Jednocześnie brał udział w wielu zawodach, co przyczyniło się do popularyzacji bezstresowej i naturalnej metody ujeżdżenia koni, którą prezentował publiczności na okrągłym wybiegu.
W ostatnich latach Monty, oprócz udziału w wielu pokazach, zawodach, programach i wywiadach, doprowadził do połączenia z dzikim koniem (Shy Boyem) żyjącym na wolności.
 
 
 
  
 
 
"Uczynić świat lepszym dla koni i ludzi"
Stałym elementem tournee Monty'ego Robertsa są wizyty w domach dziecka, domach poprawczych i placówkach opiekujących się dziećmi. Odwiedził on również nasz Zakład Poprawczy w Studzieńcu.
Złe doświadczenia z dzieciństwa, gdy niejednokrotnie był ofiarą przemocy ze strony własnego ojca, sprawiają, że Monty dąży do spotkań z tzw. trudnymi dziećmi i młodzieżą. W tym wypadku okazją do nawiązania kontaktu z wychowankami Domu Poprawczego była niewielka stajnia, którą chłopcy prowadzą samodzielnie pod okiem jednej instruktorki. Doskonale utrzymane konie spodobały się Monty'emu. Ale najważniejsze dla niego było poznanie samych chłopców. Niezwykła osobowość Monty'ego pomogła przełamać ich rezerwę i onieśmielenie do tego stopnia, że rozmawiali swobodnie nie zważając na obecność prasy. Niewątpliwie łatwiejsze dla nich byłoby spotkanie bez dziennikarzy i wychowawców, ale Monty potrafił "oswoić" również tych chłopców.
Rozmawiali o ich przyszłości, o spełnianiu marzeń. Monty dzielił się z nimi swoją wizją lepszego świata, okazywał wiarę, że również życie po popełnieniu różnych błędów może być lepsze, o ile się do tego dąży.
Na pytanie: co robi, gdy koń go zdenerwuje odparł: "Walnę w drzewo, ono nie czuje, nie krwawi. Nie uderzę konia. Koń nie jest winien."
Monty Roberts stwierdził, że spotkanie z tymi młodymi ludźmi miało dla niego bardzo duże znaczenie: "naładowało jego akumulatory".
Na pamiątkę tego spotkania Monty Roberts otrzymał medal, który obiecał nosić przy sobie do końca życia, a po śmierci przekazać swojemu następcy. W zamian pozostawił bibliotece ośrodka swoje książki, a w nich swoje przesłanie: "Uczynić świat lepszym dla koni i ludzi".